Szczęście po Kierzbuńsku

Kierzbuń – pradawny majątek ziemski, otoczony lasami, liczący obecnie 26 mieszkańców i około 80 koni. Tak w krótkich słowach opisała Kierzbuń nam nasza rozmówczyni Pani Lucyna Ciesielska, która wraz z mężem Andrzejem jest właścicielką Stadniny Koni Kierzbuń i owych 80 koni.

Pani Lucyno, od kiedy jesteście właścicielami tego niesamowitego miejsca?

Oj, to jest długa historia i nadaje się na bardzo długą opowieść przy kominku. Pobraliśmy się z Andrzejem bardzo wcześnie. Ja miałam 18 lat, Andrzej 20 (zakochałam się w nim, kiedy miałam lat 14…). Kiedy miałam 6 lat postanowiłam, że będę mieszkać na wsi (mieszkałam wtedy w centrum Poznania). Od Andrzeja dodatkowo zaraziłam się pasją i miłością do koni. I kiedy wszyscy nasi znajomi cieszyli się młodością i życiem studenckim, my wychowywaliśmy już dzieci i jednocześnie dążyliśmy do realizacji naszych marzeń ucząc się wszystkiego, co mogło nam się przydać. Zanim trafiliśmy do Kierzbunia, zwiedziliśmy mnóstwo mniejszych gospodarstw, które były do sprzedaży, ale właściwie po tych wizytach stwierdziliśmy tylko, że jednak nie o to nam chodzi, że jednak chcemy czegoś większego. I tak trafiliśmy do Kierzbunia.

Każda "trudność" otwiera nowe horyzonty. Kiedy nasi znajomi mówią, że chcą mieszkać na wsi, mieć konika i żyć jak my, to im powtarzam: "chcieć to móc". Trzeba mieć pomysł, chcieć tego i po prostu to zrealizować

Mimo, że gospodarstwo było w opłakanym stanie, to zapałaliśmy do niego od razu miłością. Stare założenie majątku, bruki i piwnice, park ze stawem, przepiękne pagórki i przede wszystkim dom z historią sięgającą XIV wieku zaczarowały nas. Wiedzieliśmy, że to jest dokładnie to, co chcemy i że tu chcemy. Nie przerażały nas wszechobecne śmieci, brak ogrzewania, kanalizacji oraz mnóstwo innych niewygód w domu, który według rzeczoznawcy był w 80% zniszczony... To było jesienią. Wiosną, gdy opadły ubiegłoroczne pokrzywy, dopiero zobaczyliśmy prawdziwy ogrom pracy, jaki na nas czekał. Mimo tego krok po kroku walczyliśmy o nasze marzenia. Cieszyły nas – i cieszą do dziś – najmniejsze, codzienne zwycięstwa. Na początku dzierżawiliśmy nasze gospodarstwo od Agencji Własności Rolnej Skarbu Państwa w Olsztynie, dzisiejszej Agencji Nieruchomości Rolnych. Potem sukcesywnie działka po działce kupowaliśmy je. Dziś majątek Kierzbuń to dworek wraz z budynkami gospodarczymi oraz ponad 300ha ziemi. W 1994 roku Agencja powiedziała: bierzecie wszystko albo nic. Zaryzykowaliśmy. I tak to staliśmy się właścicielami tego pięknego miejsca. A nasz dom wraz z parkiem figuruje w rejestrze zabytków województwa warmińsko - mazurskiego jako przykład małej rezydencji wiejskiej.

Jakich czasów sięga historia dworku?

Z informacji jakie mamy, jego historia sięga XIV wieku, kiedy to w 1378 roku rycerz Bartolomeus von Kirschbaum otrzymał w akcie lokacji ok. 1000 włók pruskich terenów leśnych. Przed śmiercią majątek podzielił między trzech synów. I tak powstały Bartołty Wielkie, Małe i trzeci Kierzbuń od nazwiska. Mamy sporą teczkę informacji na temat historii majątku Kierzbuń.

A skąd Państwo pochodzicie?

Obydwoje pochodzimy z centrum Poznania, tam mamy niemal całą rodzinę. Obecnie nasi Rodzice mieszkają po sąsiedzku z nami.

Czym prowadzone przez Państwo gospodarstwo się zajmuje?

Oprócz stadniny koni, uprawiamy też pola, przede wszystkim jednak zbieramy siano i sianokiszonkę. Niestety gleba jest tu bardzo słaba, zakamieniała. Dodatkowo uprawy utrudnia pagórkowaty teren i otoczenie całości gospodarstwa głębokimi lasami pełnymi  głodnych zwierzaków. Uprawiamy to, co w tych warunkach jest możliwe: owies, czasem żyto, grykę, soczewicę.

A jaką działalność Państwo prowadzicie jeszcze?

Chcemy dzielić się naszymi pasjami i tym pięknem naokoło nas.  Nasza rodzina ma szerokie zainteresowania, więc i oferta jest bardzo szeroka. Organizujemy przede wszystkim obozy jeździeckie, ferie w siodle, rajdy konne, wczasy w siodle weekendy w stadninie, zielone szkoły. Ale także plenery malarskie, warsztaty łucznictwa konnego, warsztaty jeździectwa naturalnego, zawody w skokach, ujeżdżeniu i kawaleryjskie, a od kilku lat także warsztaty rozwoju osobistego HAE (Konie Uczą Ludzi). Dorobiliśmy się profesjonalnej bazy: mamy krytą ujeżdżalnię, hipodrom z trybunami, plac crossowy, lonżownik, 5 stajni, ogromne, bezpieczne pastwiska, liczne padoki, myjki itd. W domu na naszych Gości czekają przytulne pokoje z łazienkami dla 50-ciu osób, sala kominkowa, sala konferencyjna, siłownia, sauna i solarium. Wszystkie ściany obwieszone są gęsto obrazami z plenerów kierzbuńskich. Nie ustajemy też w ciągłym inwestowaniu we własną wiedzę i horyzonty. Posiadamy m.in. uprawnienia instruktorskie i sędziowskie, często uczestniczymy w szkoleniach i warsztatach.  Warto też wspomnieć, że Andrzej jest w sercu ułanem, jego największe osiągnięcia to wywalczony w 2014 roku tytuł międzynarodowego Kawaleryjskiego Mistrza Niemiec oraz v-Mistrza Polski Militari 2013, a cała rodzina jest z niego dumna i zawsze może liczyć na nasze wsparcie.

Ile osób na stałe pracuje w stadninie?

Jesteśmy firmą rodzinną, o mężu już troszkę opowiedziałam, sama jestem pasjonatką ujeżdżenia naturalnie i licencjonowanym trenerem metody rozwoju osobistego: KONIE UCZĄ LUDZI (Horse coaching), nasza córka Anna jest Trenerem Horse Assisted Education, wprowadziła do naszej stadniny łucznictwo konne, specjalistką od spinania wszystkiego w całość. A Syn Wojtek jest naszym informatykiem i prawą ręką. Mama nazywana przez wszystkich „Babcią Halinką” zajmuje się dogadzaniem nam kulinarnie. Powoli wchodzą w rodzinę także drugie połówki naszych dzieci. Ogólnie w stadninie na co dzień pracuje około 10 osób i każdy ma tu swoje ogromne znaczenie i rolę.

Na czym polega metoda Konie Uczą Ludzi?

Jest to metoda, w której to koń ze względu na swoją naturę i właściwości jest naszym coacher'em. Konie uczą nas przede wszystkim spójności postaw i zachowań, odpowiedzialności za swoje działanie, zdrowej relacji i współpracy opartej na szacunku i dobrowolności, kreatywności, empatii i pewności siebie.

Niesamowite jest to, że Państwo macie takie ciekawe pomysły...

Gdyby nie pasja, to pewnie tych pomysłów by nie było, bo nie byłoby czasu, szkoda byłoby naszego zaangażowania, na niektórych pomysłach nie ma większego zarobku, ale robimy to co robimy, bo mamy ogromną satysfakcję, a satysfakcja w życiu jest bardzo ważna.  

Z opisu początków Państwa stadniny wnioskuję, że nie było lekko. Czy były chwile zwątpienia?

Nie, nigdy. Jeśli człowiek ma pasję i kocha to co robi, to problemy rozwiązywane są jako kolejne wyzwania. Po prostu przychodzą, a my staramy się im podołać.

A jak Państwo wytrzymują tu zimą?
Wytrzymują?? (tu śmiech) Zima jest cudowna! Żyjemy w sercu przyrody. Każda pora roku ma swoje znaczenie. O każdej porze roku robimy coś innego. Zimą jest tu pięknie, na tych pagórkach i ośnieżonych drzewach. Mamy czas na poważne rozmowy na różne tematy w saunie, przy kominku, z kubkiem gorącej herbaty, potem są rodzinne Święta, Sylwester ze znajomymi, potem ferie w siodle... Znajomi się śmieją, że czas w Kierzbuniu płynie inaczej. Żyjemy tu ściśle z cyklem przyrody.

W interneciek przeczytałam, że nie korzystacie Państwo z telewizji, czy to prawda i jak sobie radzą z tym dzieci?

Rzeczywiście nie korzystamy z telewizji. Mieliśmy dawno temu jakiś telewizor, ale był w takim stanie, ze nie dało się oglądać, więc nie oglądaliśmy. I tak zostało. Czy dzieciom to przeszkadza? Aniu przeszkadza Ci brak telewizji?

Nie wcale - odpowiada Ania, dorosła córka Pani Lucyny, która w międzyczasie przysiadła do nas.

Czy Państwa goście często wracają?

Bardzo często. Mamy ogromną satysfakcję kiedy dzieci chcą wracać na obozy, a potem będąc już dorosłymi wracają ze swoimi dziećmi lub jako instruktorzy, opiekunowie. Poza tym mamy stałych gości, którzy ciągle do nas wracają. I to jest naprawdę bardzo miłe i daje siłę na przyszłość.

Bardzo dziękuję za rozmowę, życzę dalszych sukcesów, siły i takiego podejścia do życia jakie Państwo macie.

Drukuj
 

Szczęście po Kierzbuńsku

Najnowsze

Najpopularniejsze