Adam Wajrak, czyli warszawiak w wielkim lesie.

Jako dwudziestopięciolatek opuszcza stolicę i osiada w Puszczy Białowieskiej. Od ponad dwudziestu lat żyjąc w zgodzie z przyrodą obserwuje zwierzęta, dokumentuje ich zwyczaje, fotografuje i pisze o nich książki. Walczy o ochronę środowiska. Wiedzie niezwykle interesujące życie w miejscu, które statystyczny mieszkaniec dużego miasta nazwałby głuszą i pustkowiem. Dowiedzmy się zatem jak to wygląda z bliska.

Dzień dobry Panie Adamie.

Dzień dobry.

Cofnijmy się odrobinę w przeszłość. Proszę powiedzieć, czy trudno było warszawiakowi adoptować się do życia w Puszczy?

Bardzo łatwo. Jeśli człowieka interesują zwierzęta to zaadoptowanie się w nowym środowisku związanym właśnie z życiem pośród zwierząt jest naprawdę bardzo proste i łatwe. I to chyba było dla mnie najważniejszą zmianą. Cóż więcej? Trudno powiedzieć, to było prawie 20 lat temu, dużą zmianą w życiu codziennym było to, że musiałem się przyzwyczaić do palenia w piecu, musiałem się nauczyć rąbać i piłować drzewo. Ale takich rzeczy jest chyba każdy w stanie się nauczyć, bo nie jest to jakaś specjalna filozofia. Poza tym ja bardzo często jeździłem w młodości do mojej rodziny na wieś, więc życie na wsi nie było mi obce.

A czy uderzyła Pana cisza, bo w Warszawie niestety jest ciągle hałas?

Ależ tu też nie ma ciszy! Oczywiście to inny "hałas". Tutaj są ptaki i zwierzęta, ale też ciągle się coś dzieje.

A czy ma Pan teraz jakieś zwierzęta?

Mam psa Lolka, takiego kudłatego.

A udało się Panu jakieś dzikie zwierzę oswoić?

Oczywiście, mnóstwo, książkę o tym napisałem, ale na szczęście już tych zwierząt nie mam. Oswajanie nie jest dobrym pomysłem, bo oswojone dzikie zwierzęta nie są szczęśliwe. W dużej mierze, te zwierzęta, które trafiały do nas, wymagały po prostu pomocy. Ale byliśmy najszczęśliwsi w świecie kiedy nie udało nam się ich oswoić, a udawało nam się je zdrowe wypuścić na wolność.

Jak często wychodzi Pan na spacery/do pracy do puszczy?

Staram się codziennie, choć czasami nie udaje mi się to, bo mam inne obowiązki, choćby dziennikarskie, a czasami po prostu jest fatalna pogoda.

Czy często Pan wędruje sam?

Wyłącznie.

A jak Adam Wajrak czuje się sam ze sobą podczas samotnych wypraw?

Ja się bardzo dobrze czuję w swoim towarzystwie. Samemu się więcej dostrzega. Uwaga skupiona jest na lesie, a nie na towarzyskiej rozmowie. Ja jestem strasznym gadułą i jeżeli spaceruję z kimś, no to po prostu rozmawiam. Dlatego na obserwacje wolę chodzić sam. Ale lubię też chodzić z Nurią moją żoną.

Ile godzin Pan śpi?

Oj, długo 8-9 godzin nawet. Czasami wstaję wcześnie rano, ale puszcza jest tak atrakcyjna o każdej porze do obserwacji, że nie trzeba tego robić aż tak wcześnie rano. Teraz chciałem sfotografować zwierzęta w mroźny poranek, to oczywiście musiałem wstać wcześniej.

Dziennikarz, ekolog, obrońca zwierząt, przyrodnik - które spośród określeń, jakie można spotkać w internecie na Pana temat jest najbardziej Panu bliskie?

Chyba wszystkie po trochu.

Jest Pan autorem kilku książek, między innymi o wilkach. Jak długo trwało zbieranie materiałów do tej właśnie książki i z jakimi problemami musiał się Pan borykać podczas zbierania tych materiałów?

Tak naprawdę to ja się szczególnie nie borykałem ze zbieraniem materiałów, ponieważ akurat wtedy Nuria robiła doktorat o zwierzętach padlinożernych i musieliśmy tropić wilki. Ta książka jest wynikiem pracy w lesie. Po prostu zebrałem materiały i byłem gotowy do napisania książki. Ogromnym wyzwaniem było zrobienie zdjęć wilkom, ale to też się udało.

A jak wygląda tropienie wilków?

Jeżeli jest śnieg, to jest to proste. Gorzej było latem. Na szczęście okazało się, że nasza sunia, która już niestety nie żyje, umiała świetnie tropić wilki. Nie wiemy skąd się u niej to wzięło, bo nikt jej nie szkolił. 

Czy Pan pokochał wilki?

Tak naprawdę to kocham wszystkie zwierzęta. Wilki dla mnie nie są bardziej specjalne od np. żubrów, czy sóweczki. Wiem, że ludzie uwielbiają wilki, ale jest cała masa innych fajnych i interesujących zwierząt.

A jakie zwierzęta najbardziej lubi Pan obserwować?

Właściwie obserwowanie wszystkich zwierząt mnie pasjonuje. Zarówno obserwacje sikorek jak i kleszcza, bo to też jest bardzo interesujący zwierzak, choćby mechanizm, jak znajduje swoją ofiarę.

Dlaczego Pan już nie pisze na swoim blogu "Nie tędy droga"?

Przeniosłem się na fb i tam piszę obecnie.

O czym obecnie krzyczy puszcza białowieska?

Oczywiście, żeby jej nie ciąć, żeby zostawić w spokoju, żeby pod pretekstem walki z kornikiem nie robić gospodarki leśnej i nie przekształcać jej w zwykły las.

Jakie konsekwencje przyniesie wycinka? Może jednak są jakieś pozytywne strony takiego zabiegu?

Przede wszystkim to, że ten las nie będzie miał szansy się unaturalnić. Samo słowo puszcza pochodzi od puszczenia, pozostawienia samemu sobie. Nawet jeśli nam się to nie podoba i nawet jeśli konsekwencją jest odrobina martwych drzew. I niestety według mnie wycinka puszczy nie ma żadnych pozytywnych stron!

Jakie gatunki zwierząt są zagrożone z powodu wycinki? 

Choćby dzięcioł trójpalczasty, który jest związany z zamierającymi kornikowymi świerkami. 

Czy  walka o puszczę przynosi według Pana jakieś efekty?

Ależ oczywiście, że tak. Nie mam najmniejszych wątpliwości. Myślę, że następny rząd nie będzie miał wyjścia i cała puszcza zostanie objęta Parkiem Narodowym. I walka, która trwa od 1915 roku w końcu się zakończy. Nie możemy po prostu nic nie robić, bo to na pewno nie przyniesie efektów. Trzeba pracować nad tym, żeby było dobrze, jeśli będziemy tylko siedzieć i przyglądać się, to może być różnie.

A co Pan myśli o zmianach w prawie łowieckim?

Niestety one dają myśliwym olbrzymie przywileje. Mogą wejść na prywatny teren i przepędzić z tego terenu nawet właściciela. A udowodnienie przed sądem przez właściciela, który nie chce aby zwierzęta, były zabijane na jego terenie, bo przekonania religijne oraz sumienie nie pozwalają mu na to, to będzie bardzo trudne.

I ostatnie pytanie, które obiecałam, że zadam Panu, po tym jak obejrzeliśmy film, w którym Pan tropił żubry. Otóż w pewnym momencie znalazł Pan w końcu odchody żubra i z takim zaangażowaniem Pan ją obejrzał, że pytanie samo nam się nasunęło: otóż jak pachnie kupa żubra?

Bardzo ładnie, tak jak świeża krowia kupa! Właśnie z obserwacji kup można bardzo dużo powiedzieć o zwierzętach i jest to jeden z lepszych sposobów na tropienie. Jeżeli ja widzę, że kupa żubra jest gładka to znaczy, że wychodzi na łąki i wiem dzięki temu gdzie go szukać. W kupach naprawdę jest bardzo dużo informacji. Również u innych saków po odchodach można dowiedzieć się różnych rzeczy. U niedźwiedzia widać od razu, czy zjadł padlinę, jagody, czy jabłka. A w odchodach wilka widać, czy zjadł dzika, sarnę, czy może łosia.

Bardzo dziękuję za rozmowę.

Ja także :-).

Z Panem Adamem Wajrakiem rozmawiała Elżbieta Tutka.

Zdjęcia pozyskane z profilu fb Adama Wajraka, oczywiście za jego zgodą.

 

Najnowsze

Najpopularniejsze