Wydaje mi się, że Natalia Przybysz w swojej póki co niedługiej drodze artystycznej, miała szczęście przejść niezwykle szybki i intensywny kurs dojrzałości. Nie wiem skąd to się wzięło, nie studiowałem jej historii, ale pamiętam, że już w Sistars wraz z siostrą Pauliną prezentowały wyjątkowo dojrzałe piosenki, jak i ich wykonanie. Jeżeli słuchało się poprzedniego wydawnictwa Natalii "Kozmic Blues", nietrudno dojść do wniosku, że jest to kontynuacja tej drogi. I bardzo dobrze. Wszystkie piosenki są świetne, jednak największe wrażenie wywarła na mnie nie piosenka tytułowa, ale "Kwiaty Ojczyste". Natalia wraz z zespołem zmierzyli się tutaj z potęgą twórczości Czesława Niemena i nie chcąc sypać serią przymiotników, powiem krótko - chylę czoła!

I oto mamy nowe wydawnictwo Natalii Przybysz. Jednak tym razem wspólnie z inicjatorem Raphaelem Rogińskim oraz Hubertem Zemlerem i Miłoszem Pękala pod nazwą Shy Albatross. Przyznam, że tuż po premierze poprzedniego wydawnictwa Natalii zastanawiałem się, w którym kierunku będzie zmierzać jej dalsza droga, bo jak dotąd była niezwykle ciekawa i obiecująca.

Minęła już chwilka od premiery tej płyty, ale dopiero teraz miałem okazję w spokoju ją przesłuchać. I pierwsze, co mnie zaskoczyło, to wręcz niezwykła konsekwencja w stosunku do poprzednich wydawnictw Natalii Przybysz. Gdybym mógł sobie te piosenki wyobrazić zanim je usłyszałem, to pewnie brzmiałyby bardzo podobnie. Z tego też powodu, choć nie tylko, słucham tych piosenek z wielką przyjemnością. Każda następna piosenka otwiera jakby kolejny pokój tego samego, wielkiego domu.